970x250_plock

ANDRZEJ NOWAKOWSKI: Życie warto przeżyć dobrze (szczery wywiad)

 Życie warto przeżyć dobrze

Z Prezydentem Płocka Andrzejem Nowakowskim na antenie Radia RPL FM 88,1 FM rozmawiał Maciej Dobrowolski.

 

MD: Panie prezydencie, mówi się, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. To może pomilczmy chwilę razem?

Umie pan milczeć i trzymać język za zębami? Zacisnąć usta choć często to wydaje się niemożliwe?

AN: Jeśli pan zechce, to rzeczywiście nawet podczas naszej rozmowy mogę niewiele mówić. Nie zawsze jest to proste, ale czasami rzeczywiście warto bez wątpienia pomilczeć, a pewnych rzeczy nie komentować, bo może to tylko na przykład zaognić sytuację zamiast ją wyciszyć i wyprostować. Natomiast ja nie obawiam się także konfrontacji i rozmów czasami nawet trudnych.

Umiejętność powstrzymania języka za zębami to faktycznie wielki dar od Boga, ale czy w dzisiejszych czasach – Anno Domini 2019 – będąc samorządowcem i jakby nie patrzeć, i nie zarzekać, także politykiem są sytuacje, w których chciałby pan dużo powiedzieć, a jednak powstrzymuję się?

Pewnie tak, bo nie zawsze jest tak, że prezydent, samorządowiec czy polityk musi komentować wszystkie wydarzenia, które mają miejsce i takie sytuacje się zdarzają.

Czy Płock jest ładnym i łatwym miastem do życia?

Tutaj przede wszystkim trzeba było by zapytać mieszkańców Płocka. Uważam, że Płock jest bardzo dobrym miejscem do mieszkania i staram się, jako prezydent, razem z „moją drużyną”, czyli z zespołem, którym zarządzam miastem sprawiać, by rzeczywiście był jak najlepszym miastem do mieszkania i do życia.
Przede wszystkim do tego, by tutaj z jednej strony dzieci mogły chodzić do żłobków i przedszkoli, zdobywać wykształcenie na jak najwyższym poziomie, a później także pracować i wspinać się po kolejnych szczeblach kariery zawodowej. Ale tak, żeby to było dobre miejsce do życia i dla seniorów, by czuli się przede wszystkim bezpiecznie, dobrze i komfortowo. Te działania, które podejmujemy są właśnie tym nacechowane.

Mówimy o mieszkaniu, mówimy o życiu w takim razie pozwolę sobie zapytać czy prezydent Andrzej Nowakowski, nie – usunę słowo „prezydent” –  czy Andrzej Nowakowski ma takie miejsce w Płocku albo gdzieś w okolicy, do którego zaszywa się lub choćby lubi spokojnie sobie podreptać bez spojrzeń mieszkańców? Myślę o takim tylko Pana miejscu.

Takich miejsc, w których miałbym się zaszywać raczej nie ma w Płocku. Jeżeli jestem w mieście, to także po to, żeby z mieszkańcami rozmawiać, żeby z nim się spotykać, żeby wymieniać czasami różnego rodzaju uwagi, poglądy na to co się w mieście dzieje, a odcinam się od spraw zawodowych i zaszywam się gdzie indziej…

Gdzie?

W domu.

W swoim domu?

Tak.

A jaki jest w takim razie Pański dom? Taki wymarzony, do którego Pan wraca albo chciałby wracać?

Dom to przede wszystkim coś niekoniecznie związanego z konkretnym miejscem, ale z ludźmi, więc z najbliższymi, z rodziną i to jest dla mnie dom.

Prezydent takiego miasta jak Płock ma szansę czasem być kimś anonimowym?

To bardzo, bardzo trudne. Ale to też wpisane jest w funkcję, którą pełnię. Tutaj raczej nie ma miejsca na anonimowość, a prezydenta w Płocku znają prawie wszyscy. Może nie wszyscy, ale prawie. Czasami jest to dosyć kłopotliwe, ale z reguły jest to dosyć przyjemne zwłaszcza kiedy można właśnie spotkać się i porozmawiać. Kiedy ma się wrażenie, że jest się osobą nie tylko znaną, bo to jest słowo może nie szczególne, ale przede wszystkim akceptowaną i osobą co do której mieszkańcy mają zaufanie, z którą chcą rozmawiać, i dzielić się swoimi problemami, a czasem pomysłami na miasto, to jest to bardzo, bardzo dobre.

Czy miewał Pan w swojej drodze do ludzkiego zaufania takie momenty w życiu, kiedy mówił Pan sobie: “Nie! Dosyć! Nie uda mi się zrealizować tego, czego chcę. Nie wybrali mnie po raz pierwszy na prezydenta to odpuszczam. Obrażam się i mam focha”?

Nie. Mam świadomość, że życie nie jest kwestią roku, dwóch czy pięciu. Życie warto przeżyć w sposób dobry całe. Jestem takim bardziej długodystansowcem, czyli nie takim, który biega na sto metrów i chce już czuć smak zwycięstwa. Czasami trzeba biec dużo, dużo dłużej i dalej. No i cieszyć się też tym, co jest po drodze, a porażki są gdzieś tam wpisane w życie człowieka. Ten smak zwycięstwa nie byłby tak fantastyczny gdyby życie składało się z samych tylko zwycięstw.

Ale lubi Pan zwycięstwa?

Tak jak każdy chyba (śmiech). Po to rywalizujemy i po to walczymy, żeby wygrać. Natomiast wychodzę z założenia, że już pewną wartością jest sama walka czy rywalizacja. Nie zawsze musi ona zakończyć się zwycięstwem. Ważne, żeby móc sobie na koniec powiedzieć: zrobiłem wszystko, żeby osiągnąć cel, a jeśli nie – no trudno. Spróbuję następnym razem.

Dlatego pan biega?

Biegam dlatego, bo lubię. Lubię też grać w piłkę, więc też i gram w piłkę – tutaj akurat niekoniecznie jest to związane z rywalizacją sportową, bo mam świadomość, że raczej nie będę stawał na podium w żadnych zawodach. Natomiast ta świadomość także wspólnoty ludzi, którzy mają te same pasje, zbliża i sprawia, że człowiek odczuwa przyjemność, ale też lubię biegać po prostu samemu – to pozwala uporządkować pewne myśli. Wtedy właśnie człowiek jest najczęściej sam, kiedy biega i może pewne rzeczy poukładać sobie w głowie. Dać sobie taki czas wytchnienia i to tak, jakby wracam do tego od czego zaczęliśmy tę rozmowę, to są te momenty, które także są potrzebne człowiekowi w sytuacji, w której non stop jednak funkcjonuję w ciągłym kontakcie z innymi ludźmi. Potrzebne są takie chwile.

Pamięta Pan uczucie, Gdy ktoś po raz pierwszy zwrócił się do Pana per „panie prezydencie”?

Nie pamiętam, proszę mi wierzyć nie przywiązuje do tego tak dużej wagi. Mam nadzieję, że nie zmieniłem się od tamtego momentu aż tak bardzo.

A brak takiej zmiany jest w ogóle możliwy? 

Jest. Traktuję przede wszystkim tę funkcję jako służbę i jak moją pasję. Pracę, którą staram się z pasją wykonywać. Natomiast w dużo mniejszym stopniu mam poczucie związanego z tym prestiżu. Choć on oczywiście również jest i jest również potrzebny w sytuacjach, kiedy reprezentuję nasze miasto.

Gdy zajrzałem na Pana „Fejsa”, a „Fejsa” pan ma i na „Fejsie” to zobaczyłem, że pokazał się Pan tam jak jeździ na koniu i to z córką, a w zasadzie to córka jeździ…

Częściej córka jeździ, mi to się rzeczywiście rzadko zdarza. Jest to jej pasja, a ja staram się ją wspierać podobnie jak inne moje dzieci w ich pasjach. Cieszę się, że tego rodzaju pasje mają. Córka zresztą kocha zwierzęta – psy, króliki, koty, a w tej chwili konie. Kto wie, czy nie będzie weterynarzem, bo takie ma marzenie.

Kocha Pan swoją rodzinę? Czy rodzina kocha pana?

A to już trzeba by ich zapytać.

A jak Pan to czuje, jeśli mogę zapytać?

Sądzę, że wszystko jest na swoim miejscu.

Kiedy już Pan wraca do domu i siada przed telewizorem na kanapie, to myśli Pan sobie: kurczę, ale to był dobry dzień, czy jednak częściej: kurczę, no kiepski był… Których ocen jest więcej?

Tych pierwszych z całą pewnością. Oczywiście, zdarzają się w ciągu każdego dnia różnego rodzaju sprawy, które trzeba rozwiązywać, natomiast ja staram się podchodzić do nich nie tyle jak do problemów, ale jak do wyzwań, którym trzeba sprostać. Jeśli jednego dnia się to nie udało, to przychodzi kolejny i trzeba dalej się zmagać z tymi wyzwaniami. Jest także bardzo wiele radości, kiedy okazuje się, że udało się komuś pomóc – i to są te dobre sprawy, kiedy ten kontakt z drugim człowiekiem niesie dużo pozytywnej energii.

Dla mnie pójście do kuchni i ugotowanie czegokolwiek jest wyzwaniem prawie niemożliwym. Czy z Panem jest podobnie? Wchodzi Pan do kuchni i ogarnia Pana bezsilność, czy wręcz przeciwnie jest Pan wirtuozem wśród garów?

Przede wszystkim najczęściej wchodzę do kuchni, żeby posprzątać po jedzeniu. Nie mam z tym wielkiego problemu (śmiech). Są rzeczy, mogę powiedzieć bez skromności, które lubię robić w kuchni – są jakby mi przypisane w cudzysłowie i nie mam tu na myśli tylko obierania ziemniaków, i gotowania wody na herbatę. Najczęściej taką potrawą, którą rzeczywiście robię jest lasagna i z reguły gościom ta lasagna smakuje.

No to kolejną sprawę sobie wyjaśniliśmy, a teraz wyjaśnijmy sobie, czy wszystkie Andrzeje to porządne chłopy?

Nie do mnie ta ocena należy, czy wszystkie, ale czy ten jeden Andrzej to porządny chłop to już tylko do mieszkańców należy. Ja się cieszę, że w swoim życiu, do tej pory przynajmniej, udawało mi się realizować założone przez siebie cele i mało tego, nie zostawiałem po sobie „spalonej ziemi”. To za co jestem wdzięczny ludziom, których spotykamy w swoim życiu to to, że potrafiłem z nimi współpracować bez względu na to, czy był to czas gdy byłem nauczycielem, radnym miasta Płocka, parlamentarzystą, czy tak jak teraz, kiedy jestem prezydentem. Cały czas ta współpraca z drugim człowiekiem daje mi masę satysfakcji, radości i przynosi najczęściej bardzo dobre owoce dla konkretnego jednego człowieka, albo dla naszego miasta.

Czego życzyć Panu na ten jeszcze ciągle nowy 2019 rok?

Przede wszystkim spokoju. Dobrych, mądrych decyzji i odrobiny szczęścia.

To tego życzę i jeszcze zdrowia, zdrowia, zdrowia, miłości i pieniędzy dla miasta oczywiście jak największych.

Budżet mamy duży, rzeczywiście ponad miliardowy. Teraz trzeba tylko mądrze te pieniądze wydać.

 

Fot. UM Płock – Facebook

 

6 komentarzy

  1. Do Anonima. Każdy ma prawo mieć własne zdanie, więc takie samo masz i Ty Anonimie. Niemniej fakty – twarde fakty – mówią c innego. To wysokie popracie dla pana Nowakowskiego nie bierze sie z tępej propagandy ale z tego, że rzeczywiście jst dobrym prezydentem.

  2. No czy ja wiem czy to faktycznie taki dobry prezydent ? Mam trochę inne zdanie na ten temat

Dodaj komentarz

Close
%d bloggers like this: