ANDRZEJ BURNAT (Solidarność): Daję sobie radę (szczera rozmowa)

Z Andrzejem Burnatem, Przewodniczącym Regionu Płockiego NSZZ Solidarność rozmawia Maciej Dobrowolski

M.D. Czy bycie przewodniczącym ma się we krwi?

AB: Myślę że tak a do tego dochodzą jeszcze i lata doświadczeń w NSZZ Solidarność, w której jestem od 30 lat – od 1989 roku. Nie ukrywam, że w moim przypadku to nie tylko działalność w naszym regionie płockim ale również na terenie całej Polski, bo jestem również przewodniczącym Krajowej Sekcji Komunikacji Miejskiej. To już jest profesja branżowa i nie jest łatwo wszystko to skupić razem,  ale na razie daję sobie radę.

Jak to ciężko? Przecież nosi Pan w klapie znaczek, który w Polsce jest symbolem – legendą, nie ma drugiego takiego logo, które niesie ze sobą tyle pozytywnych emocji od blisko czterdziestu lat. Czy tęskni Pan za tymi czasami walki? , Pamiętam jak z rodzicami stałem w kolejce do punktu do głosowania. Miałem wtedy 14 lat ale dobre pamiętam wielką kolejkę i ludzi, którzy mieli uśmiech „od ucha do ucha”.

Bo wszyscy wiedzieliśmy, że wygramy te wybory. A teraz akurat dobrze się składa, bo chcemy uhonorować z tego okresu niektóre osoby, które brały udział w tych wydarzeniach – były przewodniczący Regionu Jerzy Tokarczyk czy Panią Poseł Teresę Stępień i Tadeusza Czartoryskiego – pracownika komunikacji miejskiej. Oni brali czynny udział w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie. Przekazaliśmy już w tej chwili dane do Ministerstwa, zobaczymy, co będzie dalej, ale uroczystości już za trzy i pół miesiąca…

Ile Pan miał lat kiedy zapisał się Pan do Solidarności?

To było w 1989-ym. Miałem wtedy 24 lata.

To były trudne czasy, bo tak naprawdę z jednej strony wszyscy cieszyliśmy się, a z drugiej strony nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, co ta wolność nam przyniesie.

Zgadza się. Akurat w 1988 roku wyszedłem z wojska, o pracę było ciężko i zacząłem wówczas pracę w Petrochemii Płockiej, ale później fajnie się stało, że zatrudniłem się w Komunikacji Miejskiej, miałem dzięki temu okazję zrobić prawo jazdy i zacząć stawiać pierwsze zawodowe kroki – byłem i kierowcą, byłem mechanikiem, byłem dyspozytorem, byłem też i w swojej historii przez dwa i pół roku dyrektorem do spraw logistyki.

To teraz z „innej beczki”. Niektórzy mówią, że skoro wy – Solidarnościowcy –  jesteście prawicowi, to teraz powinno być wam bardzo dobrze, choćby dlatego, że rządzi bliski wam PIS. Czy tak jest?

To tylko tak mówi się, że jest to Eldorado, ale to nie jest tak do końca. W wyborach nie poparliśmy Prawa i Sprawiedliwości, poparliśmy tylko kandydata na prezydenta Andrzeja Dudę. A na przykład 11 grudnia ub. roku ustaliliśmy stanowisko na komisji sejmowej – dość dyskryminowania pracowników i nie było to szczególnie pro-rządowe stanowisko. Następnie 11 stycznia został powołany sztab protestacyjno-strajkowy ponieważ chcemy, by nasze postulaty, które nie zostały spełnione do końca, były spełnione. Natomiast rząd przestał rozmawiać ze stroną społeczną, omija w dużej ilości uchwalanych ustaw właśnie tę społeczną stronę. Zwróciliśmy się też do Prezydenta, by Rada Dialogu Społecznego nie była pomijana, jak to bywa teraz a w ubiegłym roku Związkowcy odwiedzali naszych parlamentarzystów w całej Polsce lecz w Płocku spotkał się z nami tylko Senator Marek Martynowski. Pry tym wszystkim bardzo chcielibyśmy, by parlamentarzyści nie byli maszynkami do głosowania.

I to mówi człowiek Solidarności, której jest tak blisko obozu rządzącego?

Tego się nigdy nie wypierałem, że do Prawa i Sprawiedliwości zapisałem się w 2002 roku.

Zostawmy na razie tę politykę gdzieś daleko – czy ma Pan czasami ochotę, żeby właśnie zostawić ja gdzieś daleko?

Czasami mi się marzy, żeby wyjechać gdzieś, gdzie nie będzie telefonów i muszę panu powiedzieć, że znalazłem sobie już czas i miejsce na taki wypad i na pewno wyjadę tam bez telefonu.

Trzeba czasem umieć odciąć się. A Pan to umie?

No nie potrafię tego. Mam jednak nadzieję, że tym razem mi się uda.

A co na to rodzina?

Tam właśnie chcemy wyjechać z małżonką. Będzie to dla niej nagroda za to, że nie ma mnie często w domu.

A w domu jest pan grupą trzymająca władzę, czy może jednak opozycją?

Jak żeniłem się w 1989 roku, to moja żona wiedziała, że wychodzi za związkowca, dlatego, że był to akurat czas strajków, w których brałem udział. To wtedy wszystko spadło jej na głowę i sama musiała załatwiać wszystkie sprawy dotyczące ślubu. To był taki jej chrzest bojowy.

Ryzyko „zawodowe”, Panie Przewodniczący, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. A tak a propos, czy rasowy związkowiec może pić szampana? Przeciez to takie kapitalistyczne i wielkopańskie. To już piwo raczej by pasowało.

Przychodzi taki czas ze trzeba spotkać się z kolegami, usiąść przy wspólnym stole i, owszem, piwo sobie wypić a czasem i szampana. A tak mówiąc na poważnie, to trzeba teraz na trzeźwo pracować – dosłownie i w przenośni, ale przychodzi taki czas, że trzeba się wyresetować z kolegami.

Czy czuł się Pan kiedyś zupełnie bezradny, kiedy np. przyszli do Pana ludzie z prośba o pomoc – bo w końcu kto jak kto, ale przewodniczący umie załatwić wszystko a przynajmniej powinien spróbować a Pan na to: nie dam rady.

Od razu muszę zwrócić uwagę na to, że do Zarządu Regionu Płockiego nie przychodzi się żeby załatwić sprawę i każdemu działaczowi związkowemu mówię, by nigdy nikomu nie obiecywał, że załatwi sprawę. Jesteśmy tu po to, i ja tu jestem, żeby pomóc rozwiązać sprawę, a nie ją załatwić.

Za chwilę wyjdzie Pan z naszej redakcji – a jesteśmy po sąsiedzku z siedzibą Związku, na Starym Rynku 4, w samym sercu pięknego Płocka – i nie zaboli Pana ta prawie pustka na Rynku…?

Zaboli. Jest to prawda, że teraz, poza lodowiskiem, nic się nie dzieje. Czekamy na wiosnę, i mam nadzieję, że wtedy będziemy bardziej zadowoleni i że już za chwilę tłumy płocczan rusza na spacery, zasiądą w ogródkach i uśmiechną się do siebie.

Kończymy już rozmowę? Przewodniczący przecież musi umieć kończyć i postawić kropkę nad „i”.

Moim życzeniem byłoby częściej się spotykać i przekazywać naszym związkowcom i mieszkańcom Płocka to, co tak naprawdę dzieję u nas. No i wtedy móc postawić kropke nad „i”. (śmiech)

Bardzo dziękuję za rozmowę.

zdjęcia: facebook, za zgodą Właściciela

4 komentarzy

  1. OOOO, jaka niespodzianka. Wywiad ze starym znajomym. Ho, ho – nieźle, nieźe. Pozdrawiam serecznie. Wojtek

  2. No tak oj żeby marzenia się spełniały życzę i pozdrawiam Leoś

Dodaj komentarz

Close
%d bloggers like this: